Точка зору
Polski mit Lwowa: "niepewna równowaga"
08:17, 15.04.2008Takie zachowanie to żywy dowód na prawdziwość słów wybitnego eseisty Józefa Wittlina: "Nie do Lwowa tęsknimy po latach rozłąki, lecz do siebie samych we Lwowie".
Jak wiadomo, Lwów to dla Polaków miasto-symbol. Przez kilka dziesięcioleci sytuacja była stosunkowo prosta: Lwów znajdował się w rękach radzieckich, czyli obcych; podział na "my" i „oni" nie nastręczał problemów, bo z polskiego punku widzenia ważne było, że radzieckie władze od swego „drugiego przyjścia" w 1944 r. traktowały Polaków tak samo, czyli źle.
W czytelnym podziale na swoich i obcych kwestia ukraińskości miasta mogła zostać bez trudu zmarginalizowana, tym bardziej, że praktycznie nie istniały kontakty między mieszkańcami Polski a mieszkańcami Lwowa. W związku z tym najczęściej między autorem piszącym o Lwowie a jego odbiorcą istniała niepisana umowa, że słowo „Lwów" oznacza miasto sprzed 1946 (najdalej!) roku, semper fidelis, ostoję polskości, najlepsze i najpiękniejsze.
Przykładem tej szczególnej perspektywy może być choćby (skądinąd znakomity od strony fotograficznej) album Adama Bujaka Lwów - Lwiw - Leopolis (Olszanica 1997), którego autor w audycji telewizyjnej tak mówił o zasadzie rządzącej wyborem zdjęć: „Chciałbym jakby wrócić do tamtego przedwojennego okresu i pokazać to miasto jeszcze jako kwitnące, piękne, pełne uroku, czaru i tego wszystkiego, co tam się ostało". Znany fotografik spontanicznie przywołał tu od razu kilka polskich stereotypów, które ugruntowały się w okresie powojennym: Lwów przedwojenny jako piękne, wierne, pozbawione wad miasto; druga wojna światowa jako cezura, jednoznacznie i nieodwracalnie oddzielająca Lwów wart uwagi od niewartego; przekonanie, że interesujące we współczesnym Lwowie jest tylko to, co „się ostało" po tamtym „polskim" okresie jego świetności. Na marginesie dodam tylko - bo kwestia ta zasługuje na osobny artykuł - że porównanie polskich albumów o Lwowie z albumami ukraińskimi, np. znanego lwowskiego fotografika Wasyla Pyłypiuka, pozwala zauważyć we wzajemnym „niedostrzeganiu się" pewną symetrię.
Album Bujaka i wypowiedź jego autora nie są niczym niezwykłym. Taki właśnie, odrealniony, zmitologizowany obraz Lwowa był ustnie lub za pośrednictwem wydawnictw drugoobiegowych przekazywany w ciągu kilku powojennych dziesięcioleci. Aura niedostępności - wyjazd do Lwowa wymagał długotrwałych, męczących zabiegów, a także dopełnienia niezliczonych formalności zarówno w Polsce, jak i na miejscu - i nielegalności mówienia o polskiej historii tego miasta tylko nasilała proces umacniania i powolnego przekształcania lwowskiego mitu: od negatywnej do pozytywnej ewoluowała ocena batiarów lwowskich, rosło przekonanie o wyłącznej polskości miasta (choć obraz „Leopolis Semper Fidelis" był oczywiście bardzo silny już od 1918 r.), a równocześnie - choć brzmi to paradoksalnie - o harmonijnym współżyciu przedstawicieli wszystkich lwowskich narodowości.
Konfrontacja tego wykreowanego obrazu z rzeczywistością stała się możliwa w latach dziewięćdziesiątych, kiedy stopniowo zaczęła rosnąć liczba osób, które decydowały się na przekroczenie wschodniej granicy Polski, by na własne oczy zobaczyć to miasto - ukochane i zdawałoby się, doskonale znane. Taki właśnie obraz zdominował postrzeganie większości nie tylko autorów piszących o Lwowie, ale również, za ich pośrednictwem, turystów. Jednak w tym okresie zaczęła tracić moc wspomniana wcześniej umowa między autorem i czytelnikiem; słowo „Lwów" musiało siłą rzeczy zacząć oznaczać także realne, materialne miasto za wschodnią granicą polski, w którym ludzie mówią w innych niż polski językach i w którym stoi nie Teatr Skarbkowski, tylko teatr im. Mariji Zańkoweckiej, i to nie na ul. Legionów, lecz na prospekcie Lenina (później - prospekcie Wolności).
Częstym i trudnym do przezwyciężenia nawykiem „podróżników sentymentalnych", odwiedzających miasto po długotrwałej, przymusowej rozłące, było i jest posługiwanie się dawnym planem miasta, tropienie śladów ulubionej niegdyś kawiarni i ławeczki w parku. Takie zachowanie to żywy dowód na prawdziwość słów wybitnego eseisty Józefa Wittlina: „Nie do Lwowa tęsknimy po latach rozłąki, lecz do siebie samych we Lwowie". W samym fakcie odbywania takich wędrówek, podobnie jak np. w zwiedzaniu Moskwy z Mistrzem i Małgorzatą w ręku, nie ma oczywiście nic niepokojącego. Różnica między tymi sytuacjami polega na tym, że w przypadku Moskwy czytelnik-turysta zdaje sobie sprawę, że ma do czynienia z fikcją literacką i jest w stanie zaakceptować fakt, że nie wszystkie detale opisane na kartach powieści uda mu się odnaleźć. Natomiast obraz Lwowa mitycznego, Lwowa z rodzinnych opowieści i opisów przekazywany jest jako wiarygodny, a nawet jako jedyny prawdziwy.
W przypadku tego miasta na przemiany historyczne, zmiany systemów politycznych i związaną z nimi selekcję pamięci na odgórnie zakazaną i nakazaną, nałożyły się problemy psychicznych traum związanych z wojną i wygnaniem, co często nasilało proces wypierania wspomnień niegatywnych. Dodatkowy wpływ wywierało przekonanie o obowiązku kultywowania „pamięci nielegalnej", przeciwstawiającej się systemowi, obowiązku uznawanego za patriotyczny, opozycyjny wobec nie akceptowanej władzy.
To było najważniejsze: kultywowanie wspólnoty pamięci społecznej i zbiorowej, obrona wspomnień ważnych dla konstytuowania tożsamości, a zagrożonych przez dyskurs oficjalny. Taka sytuacja nie sprzyjała rzecz jasna nieskrępowanej refleksji, podawaniu w wątpliwość prawd raz uznanych za uświęcone, zadawaniu trudnych pytań, jednym słowem - wykraczaniu poza „właściwy", patriotyczny schemat.
Polskie teksty wspomnieniowe kreują odrealnione przestrzenie, świat czasu przeszłego, w którym niebo było bardziej niebieskie, a woda bardziej mokra. Z ułamków rzeczywistości, z zapamiętanych fragmentów, ważnych wydarzeń i przeżyć w każdym z nich powstaje inny Lwów. Łączy je najczęściej doświadczenie inicjacyjne - wspomnienie dzieciństwa lub lat młodzieńczych. Przede wszystkim jednak, jest to Lwów polski i polskojęzyczny, a inne narodowości i kultury stanowią w nim przyjemne elementy tła, pożądane ubarwienie świata, ale de facto są usuwane poza pole widzenia.
Dla turysty lub podróżnika kłopoty zaczynają się w chwili, gdy próba ujrzenia cieni przeszłości bez reszty bierze górę nad bezpośrednim doświadczeniem, a obrazy zapisane w pamięci lub wyobraźni całkowicie przesłaniają starszy o kilka dziesięcioleci świat. Próba wymuszenia na czasie, by zawrócił, a na Lwowie, by dostosował się do wspomnień, owocuje niekiedy frustracją i apriorycznym odrzuceniem wszystkiego, co nowe, niezależnie, czy jest to sowiecki symbol na frontonie budynku, czy pomnik ukraińskiego pisarza.
Zmiany zachodzące we Lwowie na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat - poczynając od nazw ulic, kończąc na używanym przez mieszkańców języku - bardzo długo przez polskich autorów mówiących o tym mieście albo w ogóle nie były do świadomości przyjmowane, albo służyły wyłącznie jako przykład „barbaryzacji" sanktuarium polskości. Dziś coraz częściej można na polskich księgarnianych półkach znaleźć rzetelne przewodniki po dzisiejszym Lwowie, coraz więcej osób decyduje się też przekroczyć polsko-ukraińską granicę nie po to, by szukać tam wyłącznie duchów przeszłości, ale by spotkać żywych ludzi. Chwilę obecną można nazwać okresem niepewnej równowagi: wzajemne zainteresowanie obu stron, czyli Polaków Lwowem ukraińskich i Ukraińców - polskim może nie przetrwać próby czasu, ale może też, i za taki rozwój wydarzeń będziemy trzymać kciuki, ostatecznie zepchnąć w przeszłość jałowe spory o to, czyj jest Lwów. Przecież to trochę tak, jakby ktoś uparł się szukać ostatecznej odpowiedzi na pytanie „czyja jest woda w rzece".
P.S. Wykorzystałam fragmenty rozdziału 1 mojej książki „Eseiści o Lwowie: pamięć, sąsiedztwo, mity" (Warszawa, 2006).
Точказору
Польський міф Львова: «непевна рівновага»
Така поведінка є живим прикладом правдивості слів відомого есеїста Юзефа Віттліна: «Не за Львовом сумуємо після довгих літ розлуки, а за самими собою у Львові».
Як відомо, Львів є для поляків містом-символом. Впродовж кількох десятиліть ситуація була відносно простою: Львів перебував в руках радянських, тобто чужих; поділ на «ми» і «вони» не становив проблем, оскільки з польської точки зору важливим було те, що радянська влада і після свого «другого приходу» в 1944 року трактувала поляків так само, тобто погано.
У виразному поділі на своїх та чужих питання українськості міста легко могло бути витіснене на периферію, тим більше, що практично не існувало контактів між громадянами Польщі та львів'янами. У зв'язку з цим найчастіше між автором, який писав про Львів, та читачем існувала неписана домовленість, яка полягала у тому, що слово «Львів» означало місто 1946 року (найпізніше!), semper fidelis, опору польськості, все найкраще і найгарніше.
Прикладом цієї особливої перспективи може бути хоча б (відомий, як би там не було, з точки зору мистецької фотографії) альбом Адама Буяка Lwów - Lwiw - Leopolis (Olszanica 1997), автор якого в одній з телепередач так говорив про принцип відбору фотографій: «Я хотів ніби повернутися до того довоєнного періоду і показати це місто як ще квітуче, гарне, повне вроди, чарів і всього того, що там залишилося». Відомий фотохудожник спонтанно навів тут приклад кількох польських стереотипів, які закоренилися у післявоєнний час: довоєнний Львів, як гарне, вірне, позбавлене вад місто; Другу світову війну, як цезуру, що однозначно і невідворотно відокремлювала Львів, що був вартий уваги, від того іншого, який таким не був; переконання, що цікавим у Львові є лише те, що «вціліло» після «польського» періоду його розквіту. На марґінесі лише додам - оскільки це питання заслуговує на розгляд в окремій статті, - що порівняння польських альбомів про Львів з українськими, наприклад, відомого львівського фотохудожника Василя Пилип'юка, дозволяє зауважити у взаємному «непомічанні себе» певну симетрію.
Альбом Буяка та висловлення його автора не є чимось незвичайним. Саме такий, далекий від реальності, міфологізований образ Львова усно або за посередництвом незалежних видавництв переказувався впродовж кількох післявоєнних десятиліть. Аура недоступності - оскільки виїзд до Львова вимагав довгих, важких процедур, а також залагодження численних формальностей, як в Польщі, так і на місці - та нелегальності розмов про польську історію цього міста посилювала процес зміцнення і повільного перетворення львівського міфу: від негативної до позитивної еволюціонувала оцінка львівських батярів, зростало переконання про ексклюзивну польськість міста (хоч образ «Leopolis Semper Fidelis» був, очевидно, дуже сильним вже від 1918 року), але одночасно - як би парадоксально це не звучало - про гармонійне співіснування представників усіх львівських національностей.
Конфронтація цього витвореного образу з реальністю стала можливою в дев'яностих роках, коли поступово почало зростати число людей, які зважувалися перетнути східний кордон Польщі, щоб на власні очі побачити це місто - улюблене і, здавалося б, дуже добре їм знане. Саме такий образ запанував у свідомості не лише більшості авторів, які писали про Львів, але також, за їх посередництвом, у свідомості туристів. Однак в цей час почала послаблюватися згадана раніше домовленість між автором і читачем; слово «Львів» повинно було, з огляду на обставини, означати також реальне, матеріальне місто за східним кордоном Польщі, у якому люди говорять відмінними від польської мовами, і в якому стоїть не театр Скарбека, а театр Марії Заньковецької, і не на вул. Лєґіонув, а на проспекті Леніна (пізніше - проспекті Свободи).
Частою і важкою для подолання звичкою «сентиментальних мандрівників», що приїжджають знову побачити місто після тривалої примусової розлуки, було і залишається користування давнім планом Львова, мандрівка у пошуках колись улюбленої кав'ярні чи лавочки в парку. Така поведінка є живим прикладом правдивості слів відомого есеїста Юзефа Віттліна: «Не за Львовом сумуємо після довгих літ розлуки, а за самими собою у Львові».
У самому факті таких мандрівок, як, наприклад, в екскурсії по Москві з «Майстром і Маргаритою» в руках, звичайно ж, немає нічого, що могло б непокоїти. Різниця ж між тими ситуаціями полягає у тому, що у випадку Москви читач-турист усвідомлює, що має справу з літературною фікцією і може прийняти той факт, що не всі деталі, описані на сторінках повісті, зможе віднайти. Натомість образ міфічного Львова з родинних оповідей та описів переказується як вірогідний, а, може, навіть як єдиний правдивий.
У випадку цього міста на історичні переміни, зміну політичних систем та пов'язаний з ними поділ пам'яті на заборонену і дозволену наклалися проблеми психічних травм, пов'язаних з війною та вигнанням, що часто посилювало процес витіснення негативних спогадів. Додатковий вплив мало переконання про обов'язок культивування «нелегальної пам'яті», яка протиставлялася системі, обов'язок, що був визнаний політичним, опозиційним в стосунку до неприйнятої влади.
Це було найважливішим: культивування у спільноті суспільної та колективної пам'яті, захист важливих для творення ідентичності спогадів, які перебували під загрозою офіційного дискурсу. Така ситуація, як відомо, не сприяла вільному висловлюванню думки, піддаванню сумніву догм, які раз і назавжди були визнані священними, ставленню важких питань, одним словом - виходові поза «правильну» патріотичну схему.
Польські тексти-спогади творять далекі від реальності простори, світ минулого, в котрому небо було синішим, а вода мокрішою. З уламків реальності, з фрагментів, які запам'яталися, важливих подій і спогадів у кожному з них з'являється інший Львів. Найчастіше їх об'єднує ініціативний досвід - спогади з дитинства чи молодості. Однак це передовсім Львів польський і польськомовний, де інші національності і культури є в ньому приємними елементами фону, бажаним забарвленням світу, але de facto вони усуваються з поля зору.
Для туриста чи мандрівника клопоти починаються тоді, коли спроба побачити тінь минулого превалює над безпосереднім досвідом, а образи, записані в пам'яті чи уяві, цілковито закривають старший на кілька десятків років світ. Іноді результатом спроби змусити час повернутися назад, а Львів - допасуватися до спогадів, є повна фрустрація та апріорне відкидання усього нового, незалежного, чи то радянського символу на фронтоні будинку, чи пам'ятника комусь з українських письменників.
Зміни, які панують у Львові вже кілька десятків років, - починаючи від назв вулиць та закінчуючи мовою, якою розмовляють його мешканці, дуже довго, або взагалі не бралися до уваги польськими авторами, що говорили про це місто, або служили виключно як приклад «варваризації» Святеє Святих польськості. Сьогодні щораз частіше можна знайти на полицях польських книгарень детальні путівники по сучасному Львову, також щораз більше людей перетинають польський кордон не для того, аби шукати там лише дух минулого, а щоб зустрітися з живими людьми. Теперішній час можна назвати періодом так званої «непевної рівноваги»: взаємне зацікавлення з обох сторін, тобто поляків українським Львовом, а українців - польським, може не витримати випробування часом, але може також (і за такий розвиток подій будемо тримати кулаки) остаточно зіпхнути в минуле безплідні суперечки про те, кому належить Львів. Адже скидається це певною мірою на те, що хтось уперто хоче знайти остаточну відповідь на питання «чия вода у річці».
P.S. У тексті використано уривки розділу моєї першої книжки «Есеїсти про Львів: пам'ять, сусідство, міфи» (Варшава, 2006).
Переклад з польської Ірини Дух
